W opłotkach Ostrawy
W niedzielę pomimo siarczystego mrozu pojechaliśmy z Adamem poruszać się trochę na lód do Dehylova. Pakując się wiedziałem, że raczej powędkujemy bo lód będzie kruchy, a Adam po długiej przerwie potrzebuje też trochę czasu by się rozruszać.Faktycznie zimno było... Termometr wskazywał –17 stopni, nikt oprócz nas się nie pofatygował, a lód jak to często tam bywa to mieszanina kalafiorów, kolumienek i podobnych tworów wymuszających urozmaicone wspinanie. Powiesiłem wędkę i łaziliśmy tak długo jak starczyło chęci i mocy. Udało się porobić trochę zdjęć. Niestety, tylko do pewnego momentu ponieważ z zimna siadły akumulatorki w aparacie. Jak to wyglądało można pooglądać na zamieszczonych fotkach.










