Kolejny urlop w "piekarniku"

  • Drukuj

           Kolejny raz Maryjan gościł naszą trójkę (Izę, Jarka i mnie) w swoim domu w Starigradzie. Naszym celem było rekreacyjnie się powspinać, poodpoczywać korzystając z uroków Adriatyku. Oprócz naszego zespołu pojawili się Dorota z Jankiem by spróbować swych sił na paklenickim wapieniu.

Przyjazd zaczął się od mocnego uderzenia gdy okazało się, że Jarek zapomniał całego swojego sprzętu wspinaczkowego w domu. Sklep w Starigradzie miał być nazajutrz otwarty po południu a nam szkoda było dnia. W tej sytuacji w dzień  przyjazdu (realizując plan B) byliśmy w Zadarze w Decathlonie. Rozmiar sklepu nie korespondował z asortymentem wspinaczkowym (szkoda pisać!). Przypomniało mi się jednak, że w Zadarze jest Iglu Sport. Po sprawdzeniu godzin otwarcia byliśmy w następny dzień rano na zakupach. Uprząż, buty, woreczek z magnezją padły naszym łupem (plan "C" zadziałał). Resztę sprzętu skompletowaliśmy z rezerw jakie miałem ze sobą. W tej sytuacji mogliśmy w godzinach popołudniowych udaliśmy się na wspinanie. Dorota z Jankiem sugerowali byśmy wspinali się w pobliżu więc zaproponowaliśmy im klasyka w postaci Nosoroga a sami ruszyliśmy na kombinację Spitt Bull + Nosorog. Samo wspinanie przebiegło nam przyjemnie a zjazdy drogą uchroniły od schodzenia po syficznym piargu. Janek z Dorotą też poradzili sobie ze swoją drogą i po delikatnych perturbacjach  szczęśliwie, zmęczeni dotarli na parking. W kolejnym dniu razem z Izą i Jarkiem udaliśmy się na Doktora Frankenstiina. Nasz "domowy zespół wspinaczkowy" zrobił  go kilka lat temu a Jarek też go chciał mieć w wykazie. W zejściu udało mi się odkryć możliwość dojścia na ostatniego stanowiska Tinin smjer dzięki czemu mogliśmy zamienić zejście na zjazdy. Nazajutrz mięliśmy zrobić sobie wolne ale na prośbę Doroty i Janka postanowiliśmy towarzyszyć im na wspinaniu. By było szybko, lekko i przyjemnie wspięliśmy się na Tinin smjer prawym wariantem (bez Izy-wybrała smażenie nad wodą uznając, że nie ma ochoty robić go po raz n-ty ). Na tym Dorota i Janek zakończyli na tym wyjeździe wspinanie a my jeden dzionek odpoczywaliśmy (trafiając  w pogodę ponieważ były burze). W niedzielę uciekając przed tłumem w wąwozie udaliśmy się w rejon Vaganac gdzie po przedarciu się przez mokre krzaczory pokonaliśmy całkiem fajną drogę Eos będąc jedynymi ludźmi w całym rejonie. Stając na Ercegov vrhu wypatrzyliśmy na sąsiednim Graduć kuku możliwość poprowadzenia nowej drogi. W kolejnym dniu ją uskuteczniliśmy nazywając nowość Plan "C". Okazała się zdecydowanie łatwiejsza niż  wyglądała. Najtrudniejsze miejsce miało 5a. Asekuracja w całości "ruchoma (na pierwszym i drugim stanowisku zostawiliśmy pętle na drzewkach). W ostatnim dniu poszliśmy z Jarkiem rekreacyjnie na Piksi & Diski. Zdziwiło nas, że na pierwszym wyciągu wycenionym na 5a (solidne) na ci drugim bolcie wisiał porzucony sprzęt po wycofach. I to by było na tyle...